Streszczenia, LXXIII, 2007

Henryk Samsonowicz
Chrześcijańskie treści “łatwe i zrozumiałe” dla Słowian w pierwszych latach konwersji

Autor proponuje lepsze poznanie wierzeń pogańskich Słowian poprzez rozważenie tych form kultu chrześcijańskiego, które łatwiej przyjmowane były przy adaptacji norm wprowadzanych przez nową wiarę. Jak sądzi, kategorią kultury życia codziennego widzianą podobnie przed chrztem i po nim był czas, ściślej jego podziały i stosowane miary jego liczenia - przede wszystkim tydzień, wyznaczany przez kalendarz księżycowy, używany w wyznaczaniu dni targowych i przy ustalaniu spotkań poświęconych sądom i ogóloplemiennym wiecom. Pogańska wizja czasu zakładała także istnienie stałego w nim porządku, powtarzanie się cyklu zjawisk przyrody i powiązanych z nim zajęć gospodarczych, co ułatwiało przystosowanie się neofitów do świątecznych dni chrześcijańskich. Większe trudności wiązały się z przystosowaniem do kolejnej kategorii kultury - przestrzeni, acz należy zwrócić uwagę na “chrystianizację” wielu miejsc kultu i przystosowanie “świętych miejsc” do potrzeb nowej religii.
Na pewno istniało już w czasach pogańskich przekonanie, że śmierć człowieka nie jest końcem jego bytu i wiara w życie pozagrobowe pozwalała na przyjęcie wersji przynoszonej przez chrześcijaństwo. Podobnie stosunkowo łatwe było przyjęcie przez pogan istnienia dwóch bytów - dobrego (aniołowie) i złego (demony, upiory). Być może także istniały w starej wyobraźni ludowej bóstwa “wyższego stopnia”, zastąpione przez świętych odpowiedzialnych za pogodę, urodzaje, pomyślność wojenną. Podobnie - istnienie u Słowian “boga bogów”, poświadczonego w wielu źródłach pisanych, ułatwiało przyjęcie wiary w istnienie Stwórcy świata.

Gerard Labuda
O zakresie rzekomych uprawnień Królestwa Niemieckiego i Marchii Brandenburskiej nad całym Pomorzem we wczesnym średniowieczu

Artykuł przynosi kolejną fazę dyskusji z poglądami Edwarda Rymara, który broni poglądu, że obserwowane w średniowieczu prawa Królestwa Niemiec (a potem z nadania cesarskiego - Marchii Brandenburskiej) do Pomorza wywodzą się jeszcze z czasów karolińskich. W polemice z tym poglądem autor artykułu raz jeszcze poddaje analizie wykorzystywane przekazy źródłowe i zbija argumenty E. Rymara. Dowodzi, że nie można dosłownie traktować przekazu Einharda (Vita Karoli, c. 15), jakoby Karol Wielki podbił wszelkie ludy aż do Wisły. Wspomniane przez Thietmara terytorium usque in Vurta fluvium, z którego Mieszko I płacił trybut cesarzowi Ottonowi I, nie może być identyfikowane z Pomorzem. Nie ma podstaw, by przyjmować, że w regeście Dagome iudex (990) Pomorze potraktowane zostało jako ziemia wyłączona z państwa Mieszka I. To nie trybut z Pomorza był przedmiotem konfliktów polsko-niemieckich w początkach XII w. Wiadomość kroniki Ottona z Fryzyngi o hołdzie, jaki w 1135 r. Bolesław Krzywousty złożył z Pomorza i Rugii cesarzowi Lotarowi III i o zapłaconym mu trybucie, tłumaczyć należy z pewnością opanowaniem ziem zaodrzańskich przez księcia polskiego w 1123 r. (a wzmianka o Rugii polega najpewniej na nieporozumieniu). Nie można więc mówić o ciągłości praw od czasów karolińskich. Tym bardziej, że królowie niemieccy z dynastii saskiej w X w. budowali swe stosunki ze Słowianami na zupełnie nowych podstawach. Stosunki trybutarne między Polską a Niemcami zawiązane zostały ok. 965/966 r. Mieszko I zapewne opłacał trybut tylko z Ziemi Lubuskiej. Dopiero za Kazimierza Odnowiciela (1040-1058) trybut został rozciągnięty na całe państwo. Trybut ten wynikał jednak z całokształtu stosunków polsko-niemieckich i nie wiązał się bynajmniej z Pomorzem.

Jerzy Strzelczyk
Trobairitz – u początków europejskiej liryki

W pojawiającej się na niektórych obszarach Europy pod koniec XI w., a rozkwitającej w ciągu dwóch stuleci po wielu wiekach niebytu lub zapomnienia, liryce miłosnej szczególne miejsce należy się poezji południowofrancuskiej (“prowansalskiej” bądź okcytańskiej). W pierwszej części artykułu przedstawione zostały niektóre związane z tą poezją problemy terminologiczne i periodyzacyjne, po czym autor przechodzi do zasadniczego tematu, tzn. do skromnego ilościowo (około 2% zachowanego zasobu poezji trubadurów), lecz znaczącego w sensie historycznym, artystycznym i ideowym udziału kobiet (trobairitz). Krótko przedstawiono zbliżone (a jeszcze gorzej poświadczone źródłowo) przejawy literackiej aktywności kobiet na innych obszarach (Półwysep Pirenejski i “właściwa”, północna Francja), a następnie dokonano (głównie na podstawie podstawowego repertorium Angeliki [Angelica] Rieger z 1991) przeglądu poszczególnych dziedzin i gatunków poezji uprawianej przez trobairitz. Nieco bliżej przedstawiona została twórczość dwóch najwybitniejszych ich przedstawicielek, tzn. Comtessy de Dia i Castellozy. Zwrócono przy tym uwagę nie tylko na artyzm ich utworów, lecz także na ideowe przesłanie oraz różnice między obydwiema poetkami. W końcowej części artykułu mowa jest o niektórych aspektach i kolejach nowożytnej recepcji poezji okcytańskich trobairitz.

Janusz Szyszka
Gród w Rozprzy i najdawniejsza struktura własnościowa opola rozpierskiego

Stan wiedzy o wczesnej własności rycerskiej w Polsce jest wciąż niezadowalający. Obiecujące wydają się osadniczo-własnościowe analizy niewielkich regionów. Artykuł przedstawia próbę analizy struktury własnościowej okolicy Rozprzy w środkowej Polsce. W Rozprzy od końca IX do połowy XIV w. istniał gród, który stracił na znaczeniu w XIII w. w wyniku przemian w strukturze administracyjnej Polski. Lokalne centrum zostało przeniesione do sąsiedniego Piotrkowa. Jednak mimo upadku grodu w Rozprzy zostało lokowane miasto na prawie niemieckim. Obszar wokół Rozprzy tworzył wspólnotę sąsiedzką (opole), której granice są częściowo opisane w źródłach, częściowo zaś dają się odtworzyć na podstawie warunków naturalnych. Na tak wyodrębnionym obszarze przeprowadzono analizę struktury własności ziemskiej. Celem pracy było ukazanie możliwie najwcześniejszego stanu własności na terenie opola rozpierskiego. Udało się to w odniesieniu do okresu drugiej połowy XII i początku XIII w. Sama Rozprza i jej najbliższe okolice oraz północna część opola należały wówczas do księcia. Już jednak od drugiej połowy XII w. można zauważyć stopniowe pozbywanie się przez władcę dóbr, a w końcu nawet samej Rozprzy (gdy zaczęła ona już tracić na znaczeniu jako ośrodek kasztelański). Centrum włości książęcej przeniosło się wtedy na północ, do Piotrkowa, gdzie już na początku XIII w. książęta rozpoczęli budowę zwartego klucza swych dóbr, który objął północną część opola rozpierskiego. Na omawianym obszarze istniała także znacząca własność rycerska. Szczególnie gęsto rozsiedlony był tu ród Jelitów, którego dobra rozciągały się w południowo-wschodniej, południowej oraz północno-wschodniej części opola. Przedstawiciele tego rodu posiadali też na tym obszarze gródki rycerskie (Majkowice i Mierzyn). Dobra rycerskie charakteryzowały się jednak położeniem na obrzeżach tego obszaru osadniczego. Być może było to efektem przemyślanej polityki osadniczej prowadzonej przez władców, która miała na celu kolonizację położonych z dala od centrów pustek osadniczych. Rycerska własność rozwinęła się także w centrum opola rozpierskiego, kiedy książęta zdecydowali się na budowę swej włości w okolicach Piotrkowa. Rozprza w okresie między połową XIII a połową XIV w. stała się własnością rodu Jelitów. To oni dbali dalej o rozwój miasta. Ich staraniom miasto zawdzięcza uposażenie wójtostwa. Spośród innych rodów rycerskich pewne znaczenie na tym obszarze mieli także: Jastrzębce, Janinowie, Półkozice i Poraje.

Zbigniew Dalewski
Książę i biskup. Spór Bolesława Rogatki z biskupem wrocławskim Tomaszem I

W październiku 1256 r. książę legnicki Bolesław Rogatka porwał biskupa wrocławskiego Tomasza I. Zamach ten stanowił zwieńczenie prowadzonego już od kilku lat sporu między księciem a biskupem o zakres swobód kościelnych. Uprowadzony biskup, wtrącony do więzienia i zakuty w kajdany, odzyskał wolność dopiero po wypłaceniu księciu okupu i przekazaniu mu jakichś dokumentów, zawierających zapewne rezygnację z uzyskanych od niego wcześniej przywilejów. Wkrótce jednak Bolesław, ekskomunikowany za gwałt na biskupie i poróżniony z młodszymi braćmi, zmuszony został do szukania porozumienia z Tomaszem. Do zawarcia ugody doszło 2 XII 1258 r.: w celu zadośćuczynienia Bolesław zobowiązał się udać się ze Złotoryi do Wrocławia wraz z setką rycerzy i giermków boso, odziany jedynie w koszulę i pokornie przed katedrą wrocławską prosić biskupa Tomasza o wybaczenie wyrządzonych mu krzywd. Do sięgnięcia w celu zakończenia sporu między księciem a biskupem po ceremonię publicznego ukorzenia doszło zapewne pod wpływem pośredniczących w zawarciu porozumienia franciszkanów, zwłaszcza słynnego kaznodziei Bertolda z Ratyzbony. Z podobnymi ceremoniami spotykamy się bowiem stosunkowo często w przypadku konfliktów, w które zaangażowani byli biskupi, na obszarze Rzeszy i północnej Francji. W realiach politycznych Polski XIII w. jednakże spory książąt piastowskich z biskupami, którym wcale nierzadko towarzyszyły akty porwania, nigdy nie znajdowały zakończenia w ceremonii ukorzenia się księcia przed biskupem. Padający ofiarą gwałtu ze strony książąt biskupi zadawalali się materialnym zadośćuczynieniem i nowymi przywilejami dotyczącymi swobód kościelnych. O sięgnięciu przez biskupa Tomasza I po ceremonię ukorzenia zadecydowały, jak można sądzić, szczególne okoliczności towarzyszące jego porwaniu. Bolesław bowiem nie tylko uprowadził i uwięził biskupa, lecz również publicznie go znieważył, każąc obwozić go od grodu do grodu odzianego jedynie w pasiasty, hańbiący, płaszcz. W rezultacie pojednanie między upokorzonym publicznie przez księcia biskupem wiązało się z koniecznością także publicznego ukorzenia się księcia. Za odzyskanie przez biskupa odebranego mu honoru książę miał zapłacić własnym honorem i monarszym prestiżem. Nic dziwnego zatem, że Bolesław ostatecznie nie wywiązał się z przyjętych przez siebie zobowiązań. Cena, jaką musiałby zapłacić za porozumienie z biskupem, okazała się ostatecznie dla niego zbyt wysoka. W rezultacie Tomasz musiał zrezygnować ze swoich żądań i zgodzić się w końcu na nowe porozumienie, w którym nie było już mowy o ceremonii publicznego ukorzenia się przez Bolesława. W sytuacji, w której książę zmuszony był nieustannie do kolejnych ustępstw na rzecz biskupa w kwestii swobód kościelnych, rytuał pozostawał jedynym narzędziem obrony jego monarszego prestiżu.

Tomasz Gidaszewski
Zagadka palatyna wrocławskiego Piotra z Krakowa († po 1283)

Na liście świadków dyplomu Henryka IV Probusa z 1283 r. wystąpił Petrus de Cracouia palatinus Wratizlauiensis. Poza wspomnianym wystąpieniem źródła śląskie nie znają żadnego wrocławskiego palatyna tego imienia. Jedyną wskazówką umożliwiającą identyfikację palatyna Piotra jest jego określenie de Cracouia. Autor artykułu odrzuca możliwość wywodzenia Piotra z którejś z miejscowości o podobnie brzmiących nazwach, położonych na terenie Czech lub Niemiec. Dowodzi zaś, że wrocławski palatyn Piotr jest tożsamy z krakowskim wojewodą Piotrem Wojciechowicem (1280), identyfikowanym często z Piotrem Bogorią, ojcem arcybiskupa gnieźnieńskiego Jarosława Bogorii ze Skotnik. Przyczyną zniknięcia Piotra z Małopolski i wystąpienia w otoczeniu Henryka Probusa, był – zdaniem autora – bunt przeciwko Leszkowi Czarnemu w 1282 r., którego zajście jest w literaturze często podważane. Wystąpienie Piotra w otoczeniu Henryka Probusa, stanowi ciekawy przykład ingerencji wrocławskiego księcia w wewnętrzne sprawy Małopolski.

Marcin R. Pauk
Nobiles Bohemie – ministeriales Austrie. Wzajemne relacje czeskiej i austriackiej elity możnowładczej pod rządami Przemysła Ottokara II*

Autor zajmuje się kwestią wzajemnych relacji elit czeskiej i austriackiej pod rządami króla Przemysła Ottokara II (1251/1253 - 1276/1278) z perspektywy możliwości integracji obu części władztwa Przemyślidów. Inicjowanie przez dwór królewski związków małżeńskich między członkami rodzin arystokratycznych obu krajów mogło temu celowi znacząco sprzyjać. Jednakże pomimo istnienia dość licznych przypadków mieszanych małżeństw (wyraźnie dominuje przy tym tendencja do ożenku czeskich panów z Austriaczkami), nie sposób wykazać aktywnej roli dworu królewskiego w ich aranżowaniu. Większość z owych relacji zawiązywana była w środowisku sąsiedzkim, między rodzinami, których posiadłości położone były na obszarach przygranicznych (różne linie Witkowców, panowie z Budziejowic i Obřan [nom.: Obřany]). Tylko w przypadku dwóch, nieznanych wcześniej w literaturze, koligacji: między Beneszowicami z Cvílína i Himbergami oraz między Vartenberkami i panami z Maissau, założyć możemy wpływ wzajemnych kontaktów na dworze Przemysła Ottokara II. I tu brak jednak dowodów na pośredniczącą rolę samego władcy. Negatywnie wnioski wypływają także z prześledzenia częstotliwości pobytów panów austriackich na dworze praskim – albo nie pojawiali się oni tam zbyt często, albo też ich pobyty nie pozostawiły zbyt licznych śladów źródłowych. Nie dostrzegamy też aktywniejszej polityki integracyjnej króla w zakresie rozdawnictwa dóbr ziemskich, choć podkreślić trzeba, że nadał on swoim bliskim współpracownikom (Wok z Rożemberka i Boczek z Jaroslavic) strategicznie ważne dolnoaustriackie władztwa Raabs i Pernegg, położone na pograniczu czeskim. Brak dostrzegalnej aktywności Przemysła Ottokara II we wspomnianych dziedzinach sprawia, że nadal nie jesteśmy pewni, jak wyobrażał on sobie kontynuacje rządów swej dynastii w krajach naddunajskich. Kontrastuje to wyraźnie z zapobiegliwością kolejnego władcy Austrii, Rudolfa Habsburga.

Błażej Śliwiński
Kilka uwag o autorstwie Kroniki oliwskiej i opacie Stanisławie

Artykuł stanowi głos w dyskusji nad autorstwem pochodzącej z połowy XIV w. Kroniki oliwskiej, spisanej w istniejącym od 1186 r. klasztorze cysterskim w Oliwie pod Gdańskiem. W XIX w. Theodor Hirsch jako autora wskazywał przeora Gerharda von Brusswalde, a Max Perlbach - anonimowego notariusza klasztornego. Od czasów Wojciecha Kętrzyńskiego przyjmuje się jednak dość przeważnie, że było to dzieło opata Stanisława (poświadczonego źródłowo w latach 1330-1350). Wskazują na to także widoczne w kronice ślady znajomości języka polskiego przez autora. Podnoszono też, że w kronice nigdy nie wymienia się imiennie opata wspólczesnego jej powstaniu; traktuje się to jako przejaw skromności dziejopisa. Artykuł przynosi nowe argumenty na rzecz autorstwa opata Stanisława. W opisie pewnej transakcji majątkowej z 1323 r. kronikarz wspomina (rozdz. 23) o obecnym piwnicznym klasztoru (przy czym jako jedyny nie został on wymieniony z imienia). Wiadomo zaś, że piwnicznym był wtedy mnich Stanisław. Był on więc najpewniej tożsamy z późniejszym opatem i kronikarzem. Ten sam mnich wsytępuje też w dokumencie z 1321 r. Imię Stanisław sugeruje pochodzenie z pomorskiej rodziny rycerskiej, a przyszły kronikarz urodzić się musiał zapewne w końcu XIII w. Zawarte w rozdz. 43 krytyczne zdanie kronikarza o niestałości Polaków traktować zatem można jako przejaw szerszej opinii panującej w środowisku rycerskim Pomorza Gdańskiego. Jej źródeł upatrywać można w zawodzie, jaki sprawiło zachowanie księcia Władysława Łokietka wobec wydarzeń lat 1308-1309 i pozostawienie Pomorzan samym sobie w obliczu agresji brandenburskiej i krzyżackiej.

Sławomir Jóźwiak, Adam Szweda

Przed “wielką wojną”. Polsko-krzyżacka rozgrywka dyplomatyczna w czerwcu-sierpniu 1409 roku

Problematyka polsko-litewsko-krzyżackiej wojny z lat 1409-1411, zwanej w historiografii “wielką”, od wielu dziesięcioleci niezmiennie przykuwa uwagę licznych badaczy. A jednak mimo istnienia ogromnej liczby opracowań odnoszących się do poszczególnych aspektów “wielkiej wojny”, szereg kwestii pozostaje nadal słabo naświetlonych. Do takich należy rozpatrywane tu zagadnienie intensywnych polsko-krzyżackich negocjacji dyplomatycznych w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch konfliktu. Dotąd było ono przez badaczy traktowane powierzchownie, z wyraźną preferencją przekazu zawartego w kronice Jana Długosza. Dopiero jednak z analizy wszystkich zachowanych na ten temat źródeł (korespondencja, różne redakcje tzw. “pamiętnika Zakonu” z 1409 r., polskie i litewskie skargi kolportowane na Zachodzie) wyłania się bardziej wiarygodny obraz prezentowanych wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o postawę i zamiary króla Władysława Jagiełły. Kluczowe znaczenie dla rozwoju sytuacji miało niewątpliwie powstanie na będącej od kilku lat pod panowaniem Zakonu Żmudzi, wywołane pod koniec maja 1409 r. Kierownictwo krzyżackie uzależniało swoje posunięcia w tej sprawie od rozstrzygnięcia dwóch zasadniczych kwestii, a mianowicie: jaki był udział Witolda w wydarzeniach na Żmudzi oraz czy będzie to izolowany konflikt wewnętrzny, czy też w całą sprawę zaangażuje się także strona polska. Nie wyjaśniły tego rozmowy z poselstwem polskim kierowanym przez Tomka z Węgleszyna i Mikołaj z Michałowa 9-10 czerwca 1409 r. w Elblągu. Przedstawiło ono Ulrykowi von Jungingenowi 19 spraw spornych o różnym ciężarze gatunkowym, których rozwiązania domagała się strona polska. Ich analiza prowadzi do wniosku, że Jagielle w rzeczywistości chodziło o nadanie dynamiki sporowi polsko-krzyżackiemu i że działo się to w korelacji z wydarzeniami na Żmudzi. Natychmiast po wyjeździe wysłanników Władysława Jagiełły z Elbląga strona krzyżacka zadecydowała o wysłaniu poselstwa do króla polskiego. Jednocześnie 15 VI 1409 r. Ulryk von Jungingen przekazał jego kierownikowi – komturowi toruńskiemu świeże informacje (wraz z dowodami) o aktywnym zaangażowaniu się Witolda w powstanie żmudzkie z prośbą, by nie stawiać tej sprawy na ostrzu noża, póki kierownictwo Zakonu nie uzyska pełnego rozeznania. Posłowie krzyżaccy przedstawili polskiemu monarsze skargi na gwałty czynione przez powstańców żmudzkich poddanym, duchownym i urzędnikom zakonnym oraz usilnie prosili, aby król nie udzielał pomocy buntownikom. Odjechali jednak z niczym, gdyż Władysław Jagiełło odroczył danie odpowiedzi w tej sprawie do 17 lipca, na który to dzień zwołano do Łęczycy walny zjazd. Zgodnie z zapowiedzią, z niego zostało do Malborka wysłane poselstwo polskie kierowane przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja Kurowskiego (z udziałem wojewody kaliskiego Macieja z Wąsoszy i kasztelana nakielskiego Wincentego z Granowa). W stolicy państwa zakonnego znalazło się ono 1 VIII 1409 r. Wielki mistrz czekał jedynie na odpowiedź króla, czy będzie on popierał działania Witolda na Żmudzi, wysłannicy Jagiełły kontynuowali natomiast taktykę zwlekania, widoczną już przed zjazdem łęczyckim: nie udzielili Ulrykowi von Jungingen żadnej odpowiedzi na zasadnicze pytanie, które kierownictwo Zakonu skierowało do króla już w drugiej połowie czerwca 1409 r. i nie dali gwarancji na możliwość zaopatrzenia zamków krzyżackich na Żmudzi. Postępowanie takie spowodowało, że Ulryk von Jungingen stracił cierpliwość i utwierdzając się w przekonaniu o wrogiej postawie króla zdecydował się na podjęcie kroków wojennych przeciwko Polsce. Wydaje się, że metodyczne postępowanie Jagiełły w okresie od czerwca do sierpnia 1409 r., polegające na stopniowym zaostrzaniu stosunków politycznych z Zakonem, obliczone było nie tylko na efekt międzynarodowy, ale też na stworzenie właściwego obrazu biegu wypadków dla własnych poddanych (część królewskiej rady była przeciwna wojnie), którzy ewidentną winą wywołania wojny mieli obarczać stronę krzyżacką. Jeżeli taki był zamysł króla, to z powodzeniem udało mu się go zrealizować.

Paweł Stróżyk
Pieczęcie kapituły gnieźnieńskiej z wizerunkiem św. Wojciecha

W artykule omówiono sześć znanych nam typów pieczęci kapituły gnieźnieńskiej z wyobrażeniem św. Wojciecha. Przedyskutowano i oddalono niektóre prezentowane w literaturze przedmiotu opinie na temat poszczególnych typów pieczęci. Cztery typy to pieczęcie większe (typ I-IV), pozostałe dwa typy to pieczęcie mniejsze (typ V-VI). Typ I i typ II były wielokrotnie przedstawiane w opracowaniach. Typ III, tylko wzmiankowany w literaturze, był dotychczas błędnie datowany na wiek XIV. Ostatnio opublikowany typ IV został błędnie wydatowany na przełom XV i XVI w. (czasy arcybiskupa gnieźnieńskiego, kardynała Fryderyka Jagiellończyka). W artykule opisano i zreprodukowano zachowany w Gnieźnie tłok pieczęci typu IV, oraz dwa nie publikowane wcześniej typy pieczęci mniejszych (typ V-VI). Pieczęcie większe przedstawiają świętego w pozycji siedzącej (typ I-IV), pieczęcie mniejsze ukazują świętego w pozycji stojącej (typ V-VI).

Marcin Starzyński
Nad średniowiecznymi księgami rachunkowymi miasta Krakowa

Z okresu polskiego średniowiecza zachowało się stosunkowo niewiele źródeł rachunkowych. Dotyczy to zarówno rachunków królewskich, instytucji kościelnych, jak i przede wszystkim rachunków miejskich. Na tle zasobów archiwalnych głównych miast dawnego Królestwa Polskiego (z wyłączeniem Śląska oraz miast pruskich) szczególnie wyróżnia się zasób krakowski. Przykładowo we Lwowie zachowały się trzy średniowiecze księgi rachunkowe, w Poznaniu jedna, natomiast w Krakowie aż jedenaście (z lat 1390-1487), przy czym należy podkreślić, że stan ich zachowania jest szczątkowy. Wybór zapisów z krakowskich rachunków miejskich z lat 1390-1410 został opublikowany przed 130 laty przez Franciszka Piekosińskiego w wydawnictwie zawierającym zespół najstarszych krakowskich ksiąg miejskich z XIV w. Trzy piętnastowieczne księgi rachunkowe z lat 1414, 1431 i 1487 wciąż pozostają w rękopisie. Opublikowanie przez Stanisława Kutrzebę w 1900 r. monograficznego, do dziś aktualnego, opracowania krakowskiej skarbowości miejskiej w średniowieczu, jak również podnoszenie w literaturze przedmiotu problemu wadliwości edycji krakowskich ksiąg rachunkowych nie miało wpływu na fakt, że do chwili obecnej historycy powszechnie korzystają z wydania drukowanego bez konfrontacji zapisów tam pomieszczonych z ich podstawą rękopiśmienną. Nie będzie zaś błędem wskazanie, że Piekosiński w swoim wydawnictwie wykorzystał nie więcej niż połowę dostępnych mu zapisów z ksiąg rękopiśmiennych. W artykule przedstawiono krótką charakterystykę średniowiecznej skarbowości krakowskiej. W Krakowie, podobnie jak w miastach pruskich, genezy prowadzenia ksiąg rachunkowych należy szukać w okresie bezpośrednio po lokacji, mimo że rękopisy rachunków zachowały się dopiero dla końca XIV w. Kontrolę nad finansami miasta sprawowało trzech wybieranych co roku rajców, którzy byli także odpowiedzialni za prowadzenie ksiąg rachunkowych (co roku składali oni swoim następcom sprawozdanie z ich obsługi). Autor przedstawia schemat zapisów w rękopisach rachunków krakowskich. W oparciu o wybrane rodzaje wydatków dokonuje porównania pomiędzy dostępnym wydawnictwem F. Piekosińskiego a podstawą rękopiśmienną, przywołując szereg zapisów pominiętych przez wydawcę, a umożliwiających przeprowadzenie wielu studiów szczegółowych nad różnymi aspektami życia wewnątrzmiejskiego. W konkluzji wysuwa postulat ponownego, nowoczesnego wydania średniowiecznych krakowskich ksiąg rachunkowych — nie w pełni wykorzystanego źródła do badań nad stosunkami miejskimi na przełomie XIV i XV w.

Witold Brzeziński
Koligacje Bnińskich herbu Łodzia w późnym średniowieczu

W artykule przedstawiono wybrane koligacje małżeńskie Bnińskich herbu Łodzia, jednej z możnowładczych rodzin w Wielkopolsce okresu późnego średniowiecza. Omówiono pochodzenie rodzinne żon jej przedstawicieli, reprezentujących jej cztery kolejne pokolenia: Andrzeja (syna kasztelana kaliskiego Andrzeja), jego synów: Mikołaja i kasztelana gnieźnieńskiego Piotra, jego wnuków: (synów Mikołaja) kasztelana lędzkiego Piotra i kasztelana międzyrzeckiego Wojciecha oraz prawnuka (syna Wojciecha) Jana Bnińskiego ze Śmigla. Omówienie to zawiera sprostowania, uściślenia i uzupełnienia w stosunku do dotychczasowego stanu wiedzy o powiązaniach genealogicznych tej rodziny, w szczególności do dotyczących ich ustaleń zawartych w opublikowanej ostatnio pracy Z. Górczaka, Rozwój majątków możnowładztwa wielkopolskiego w drugiej połowie XV i początkach XVI wieku (Poznań 2007). Dotyczą one w pierwszej kolejności nieznanego dotąd pochodzenia żon Andrzeja syna Andrzeja z Bnina (Małgorzata, córka kasztelana radzimskiego Wojciecha Skóry z Gaju i Kiączyna h. Awdaniec) i jego prawnuka Jana Śmigielskiego (Elżbieta córka wojewody poznańskiego Stanisława z Ostroroga h. Nałęcz). Małgorzata żona Mikołaja syna Andrzeja nie pochodziła z rodziny Miłosławskich herbu Doliwa, lecz z bliżej nieznanej rodziny z rodu Nałęczów. Kasztelan gnieźnieński Piotr z Bnina żenił się nie trzykrotnie, lecz tylko dwukrotnie. W stosunku do jego (ostatecznie drugiej) żony o imieniu Elżbieta wykazano, że była ona córką wojewody brzeskiego Macieja z Łabiszyna z rodu Leszczyców, a nie, jak przyjmowano dotąd, córką kasztelana śremskiego Wojciecha z Pakości należącego również do tego rodu. Z kolei Barbara córka Mroczka z Łopuchowa herbu Laska nie była żoną kasztelana gnieźnieńskiego Piotra, lecz jego bratanka - kasztelana lędzkiego Piotra syna Mikołaja. Przedstawiono również nowe ustalenia dotyczące potomstwa żeńskiego wojewody poznańskiego Stanisława z Ostroroga. Oprócz znanych już w literaturze przedmiotu Burnety żony Stanisława Siekowskiego, Małgorzaty żony Andrzeja Bnińskiego, Barbary żony Stanisława z Goślubia, wykazano istnienie jeszcze dwóch córek: wymienionej już Elżbiety żony Jana Bnińskiego oraz Ady żony Wawrzyńca z Pawłowic i Rydzyny.

Wiktor Szymborski (Kraków)
Krakowskie zaświadczenie o promocji bakalarskiej z 1492 roku

Autor omawia dyplom promocji bakalarskiej Hieronima Schobera z Legnicy pochodzące z roku 1492. Do tej pory dokument ten uchodził za zaginiony. Przechowywany jest on w zbiorze dyplomów pergaminowych Archiwum Państwowego w Krakowie, niestety nie wiadomo jaką przebył drogę zanim trafił tam w roku 1910. Jest to najstarsze znane świadectwo promocji uniwersyteckiej.

Marek Daniel Kowalski,
Krytyczne Uwagi o najnowszym, Siódmym tomie “Bullarium Poloniae” [Bullarium Poloniae, t. VII, Romae-Lublin 2006]

Najnowszy, siódmy tom Bullarium Poloniae (BP) zawiera materiały z pontyfikatu Pawła II (1464-1471). Materiały zebrane przez I. i S. Kurasiów, zostały opracowane i przygotowane do druku przez J. Smołuchę i P. Stanko. BP VII zawiera wszystkie błędy wynikające z przyjęcia niewłaściwej metody edycji, którymi odznaczały się wcześniejsze tomy. Najważniejsze z nich to: ograniczenie się do publikacji suplik i bulli, z pominięciem innych kategorii źródeł papieskich (głównie akt Kamery Apostolskiej); wydawanie oryginałów bulli w taki sam sposób, jak kopii z registrów kancelaryjnych; brak jakichkolwiek elementów formularza w dokumentach; niewłaściwa forma edycji suplik. BP VII zawiera też wiele błędów, których powodem jest wyraźna niekompetencja nowych wydawców. Najbardziej rzuca się w oczy ogromna ilość, niekiedy kompromitujących błędów w łacinie (są ich setki), powodujących często, że tekst staje się niezrozumiały. Wiele błędów dowodzi także nieznajomości procedur kancelaryjnych i terminologii. Dokumenty wydawane są niekonsekwentnie, jako regesty sporządzone przez wydawców, ekscerpty (najczęściej), w pełnym tekście. Często elementy suplik stanowią w BP VII części bulli. Zapiski w BP VII cechuje ogromna ilość błędów rzeczowych: źle oddana istota dokumentu, opuszczenia ważnych informacji, podawanie informacji nieprawdziwych, błędne daty. Wyjątkowo liczne akta Penitencjarii Apostolskiej wydane są w sposób wskazujący na to, że wydawcy nie posiadali podstawowej wiedzy na ich temat. Łącznie ilość wadliwych regestów w BP VII sięga ok. 70%. Sposób opracowania materiału źródłowego cechuje ogromna niekonsekwencja i wyjątkowa niestaranność. Teksty w BP VII sprawiają wrażenie roboczych notatek sporządzonych podczas kwerendy archiwalnej, z zamiarem późniejszego przekształcenia ich w formę regestów, do czego jednak nie doszło.